Nie ma co ukrywać, że ostatnie dni były dla mnie ciężkie. Bardzo.
‘Fajnie’ jest powojować od czasu do czasu, pozwyciężać w kilku starciach ze Złym, podłapać powera do dalszej walki i tak naładowanym skończyć boje z uśmiechem na ustach.
Słabiej, kiedy ataki nie ustają. Sen staje się tylko częstą ucieczką z placu boju, nie odpoczynkiem – pościg wciąż trwa.
I można ten stan nazywać strapieniem, dołem, zwałą – dla mnie to była regularna walka, w której rozkazy z Góry powinny być wykonywane bez sprzeciwu, w pełni zaufania – bo ze wzgórza widać więcej. Pięknie, ale zaufanie podupada w momencie kiedy zwyciężając jedną pokusę napotykasz na drugą, a po niej – na następne. Uporałeś się z paskudnymi myślami, przemodliłeś wieczór na ich odrzucaniu? Gratuluję, ale właśnie wkraczasz w stado innych.
Nie przychodzi wyczekiwana wiadomość:
‘Jeszcze tylko trochę, wytrzymaj.’
Nie jestem dobrym żołnierzem. Nie walczę słabo, tylko szybko się poddaję. Wojenny nastrój szybko mnie opuszcza i nic nie stoi już na przeszkodzie ciemnym murarczykom w budowie kolejnej Duchotamy ze zniekształcających obraz cegiełek złudzeń. Przejaskrawiają rzeczywistość, przesłaniają podstawy, powielają problemy.
I tak naprawdę nie bardzo wiem co o tym myśleć. Tam gdzie zwykle znajdowałam azyl – tym razem go nie było. Nie było też leczenia rannych po przegranej bitwie ani chwili wytchnienia, ani spokoju duszy, ani dopingującego głosu i motywacji. Pole bitwy i napływający bez przerwy przeciwnicy. Powłóczący nogami wojak i stado sępów.
Dwa strzały.
Pierwszy wzywający do walki. Myśl, której postanawiasz uczepić się mimo wszystko – jako jedyna daje nadzieję. Każde słowo modlitwy, do której się zmuszasz, wypływa ze ściśniętego gardła równocześnie ze łzami z oczu.
Drugi, po którym padają wszystkie pokusy i nic nie mąci już spokoju. Coś na kształt przerwania gry w symulatorze z dobrą strzelanką.
Nie jestem dobrym żołnierzem.
Co to było? Ostry trening/ obóz kondycyjny/ test wytrzymałości?
Rzeczywistość.
Nie jestem dobrym żołnierzem, ale ktoś postanowił we mnie dużo zainwestować i po raz kolejny mnie… ocalił.
Pozdrawiam wojaków. Jeszcze tylko trochę, trzymajcie się!
Recydywistka
*
Znowu ryczysz?
Nie, już nie płaczę. To Duch Święty przelewa mi się oczami.